Ferrari Luce zadebiutowało oficjalnie w Chinach. Cena wynosi 3 988 000 juanów, czyli około 2 380 000 zł. Na rynek chiński trafia tylko 88 egzemplarzy i według informacji z premiery wszystkie zostały już zarezerwowane.
Spis treści
Pierwsze w historii elektryczne Ferrari szturmuje największy rynek EV na świecie. Wynik sprzedaży jest jednoznaczny, ale pytanie o trwały powrót marki do Chin pozostaje otwarte.
Ferrari miało w Chinach problem, zanim jeszcze Luce wyjechało z fabryki. Sprzedaż marki w tym kraju od kilku lat spada, a rodzime chińskie supersamochody przestały być egzotyką. Yangwang U9 od BYD kosztuje połowę ceny Luce i przyspiesza szybciej. Włosi potrzebowali czegoś, co przebije chiński internet — i postawili na pierwszego elektryka w historii marki.
Premiera chińska odbyła się w Szanghaju, w dawnej elektrowni nad rzeką Huangpu, przekształconej w muzeum sztuki współczesnej. Ferrari zaprosiło do tego miejsca starannie wyselekcjonowanych klientów. Marketing był przemyślany: kampania pod hasłem „in the name of light” rozgrywała się nocą, na tle panoramy Szanghaju. Na oficjalnym koncie marki śledziło to ponad 422 000 obserwujących.
Skąd cena niższa niż w Europie i co z alokacją dla Chin
Cena Ferrari Luce w Chinach wynosi 3 988 000 juanów (około 2 380 000 zł). To wynik zaskakujący, bo europejska cena katalogowa zaczyna się od 550 000 euro, co przekłada się na około 4 270 000 juanów. Chiński cennik jest więc o blisko 300 000 juanów niższy od europejskiego. Jak podaje CarNewsChina, różnica odpowiada mniej więcej cenie jednego Xiaomi YU7 GT. Ferrari zdecydowało się na ten krok świadomie, testując popyt wśród chińskiej elity finansowej w momencie, gdy sam rynek ultra-luksusowy pozostaje odporny na ogólne spowolnienie.
Na rynek chiński trafi łącznie 88 egzemplarzy. Liczba nieprzypadkowa: osiem to w Chinach cyfra kojarzona ze szczęściem i bogactwem. Wszystkie miejsca zostały podobno zajęte natychmiast po otwarciu sprzedaży. Ferrari nie ujawniło listy klientów ani dat dostaw, ale producent zapowiedział, że dostarczanie aut rozpocznie się w drugiej połowie 2027 roku.
Co właściwie kupuje chiński nabywca Ferrari Luce
Ferrari Luce to czterodrzwiowe, pięciomiejscowe gran turismo napędzane czterema silnikami elektrycznymi. Łączna moc wynosi 1050 KM (773 kW), moment obrotowy to 990 Nm. Układ napędowy oparty jest na architekturze 800 V (pozwala ładować z mocą do 350 kW), a cztery silniki pracują niezależnie przy każdym kole, umożliwiając precyzyjne sterowanie momentem napędowym na każdej osi osobno. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h trwa 2,5 sekundy, prędkość maksymalna wynosi 310 km/h.
Akumulator ma pojemność 122 kWh brutto, a zasięg według cyklu WLTP (europejski standard pomiarowy) wynosi 530 km. Ładowanie od 10 do 80 proc. zajmuje przy mocy 350 kW około 20 minut — w tym czasie odzyskuje się około 70 kWh. Masa własna auta to 2260 kg przy rozkładzie 47:53 między przednią i tylną osią. Nadwozie zaprojektowało studio LoveFrom, założone przez byłego projektanta Apple, Jony’ego Ive’a, i Marca Newsona. Efektem jest sylwetka płynna i gładka — bardzo odległa od agresywnej stylistyki klasycznych modeli z Maranello.
Jak Luce wypada na tle chińskiej konkurencji w segmencie ultra-lux
Chiński rynek luksusowych elektryków rozrósł się szybko. Yangwang U9 od BYD kosztuje 1 800 000 juanów (około 1 075 000 zł) i ma wyższe osiągi w sprint 0–100 km/h. GAC Hyptec SSR startuje od 1 286 000 juanów (około 768 000 zł) i w topowej wersji przyspiesza do 100 km/h w 1,9 sekundy. Za cenę jednego Luce można kupić trzy egzemplarze Hyptec SSR. BYD Denza Z9 GT plasuje się cenowo znacznie niżej, choć technicznie stoi w podobnej klasie gran turismo.
Ferrari nie próbuje jednak wygrać wyścigu na specyfikacje. Producent pozycjonuje Luce jako pięciomiejscowe gran turismo, nie jako supersamochód torowy. Chińskie media cytowane przez CarNewsChina trafnie podsumowują to tak: auto za 4 miliony juanów to natychmiastowy sygnał statusu społecznego w środowisku, gdzie liczą się marki z historią. Lokalne superauta tej historii jeszcze nie mają — i to jest jedyna przewaga, której nie można skopiować specyfikacją.
Ferrari i Chiny: skąd kłopoty i po co jest Luce
Ferrari notowało w Chinach poważny spadek sprzedaży na długo przed premierą Luce. Jak informuje Rzeczpospolita, globalna sprzedaż marki w 2024 roku wzrosła zaledwie o 89 sztuk wobec roku poprzedniego, a chiński rynek odpowiadał za istotną część tej słabości. Jednocześnie udział nowych aut elektrycznych w segmencie luksusowym w Chinach wzrósł z 10,8 proc. w 2020 roku do 60,8 proc. w 2024 roku. Ferrari nie mogło dłużej ignorować tej zmiany.
Prezes Ferrari, Benedetto Vigna, przyznał wprost, że model 12-cylindrowy mocno ucierpiał na chińskich podatkach od aut z dużymi silnikami spalinowymi, i zapowiadał, że kolejny model będzie lepiej dopasowany do tego rynku. Luce jest odpowiedzią na te słowa. Europejska premiera w Rzymie wywołała kontrowersje — akcje Ferrari w Mediolanie spadły o blisko 8 proc. po ujawnieniu wyglądu nadwozia. Chiński internet był jeszcze bardziej bezlitosny: użytkownicy porównywali sylwetkę Luce do Li Auto i6 i chińskiej wersji Audi E5. Mimo to rezerwacje w Chinach zamknęły się natychmiast.
Co wnętrze Luce mówi o strategii marki w erze EV
Wnętrze Ferrari Luce to jeden z niewielu elementów, które zebrały powszechne pochwały. LoveFrom odrzuciło dominujący w branży model gigantycznego ekranu dotykowego i postawiło na fizyczne pokrętła i przyciski z anodyzowanego aluminium. Zestaw wskaźników to dwa panele OLED nałożone na siebie z fizycznymi ramkami aluminiowymi — rozwiązanie opracowane wspólnie z Samsungiem. Do dyspozycji kierowcy są cztery ekrany o przekątnych 12,9, 12, 10,1 i 6,3 cala. Centralny wyświetlacz można przesuwać i obracać.
Więcej na temat marki Ferrari znajdziesz na chinacars.pl.
Ferrari podeszło też inaczej do kwestii dźwięku. Zamiast symulować warkot V12, producent opracował system wzmacniający autentyczne drgania i częstotliwości generowane przez napęd elektryczny. Lewa łopatka przy kierownicy reguluje pięć poziomów rekuperacji (odzyskiwania energii przy hamowaniu), prawa zmienia mapy pracy układu napędowego. To próba przełożenia DNA jeździeckiego Ferrari na zupełnie inną architekturę techniczną.
Luce w Polsce: co wiemy i kiedy mogą dotrzeć pierwsze egzemplarze
Ferrari prowadzi w Polsce dwa autoryzowane salony: w Warszawie i Katowicach. Luce powinno trafić do europejskiej sieci dealerskiej w ramach standardowej dystrybucji. Europejska cena katalogowa wynosi 550 000 euro, co przy obecnym kursie daje ponad 2 300 000 zł — i to przed jakimikolwiek opcjami czy personalizacją. Jak szacuje AutoKatalog.pl, średnia cena transakcyjna może sięgnąć 700 000 euro lub więcej. Dostawy globalnie mają się rozpocząć w drugiej połowie 2027 roku.
Wynik chińskiej sprzedaży — 88 aut w kilka godzin — pokazuje, że Ferrari trafiło w specyficzny segment: ludzi, którzy już mają elektryka (często z Chin lub Europy), a szukają czegoś, czego żaden chiński producent nie może im dać. Pełna sprzedaż alokacji chińskiej to dowód, że popyt istnieje. Czy to wystarcza, by odbudować pozycję marki w Chinach na dłuższą metę, pokaże dopiero 2027 rok — kiedy pierwsze auta faktycznie trafią do klientów.
