Nissan uczy się od chińskich producentów. Cykl R&D skrócony o połowę

Nissan publicznie przyznał, że skrócił cykl badań i rozwoju o połowę. Inspiracją są chińscy producenci samochodów, którzy od lat dyktują tempo w branży. To rzadkie i szczere wyznanie ze strony japońskiego giganta.

Prezes Nissana powiedział wprost: Chiny uczą jego firmę, jak szybciej rozwijać nowe modele. Za tym zdaniem kryje się głębsza zmiana w japońskim podejściu do motoryzacji. Japońskie koncerny motoryzacyjne przez dekady wyznaczały standardy niezawodności i precyzji inżynierskiej. Dziś jeden z największych z nich, Nissan, przyznaje publicznie, że musi się uczyć od konkurentów z Chin. Prezes marki powiedział to wprost: chiński przemysł motoryzacyjny pokazał, że nowe modele można rozwijać dwukrotnie szybciej, niż robiły to dotychczas firmy z Japonii, Niemiec czy USA.

To nie jest zwykła deklaracja prasowa. Takie słowa z ust szefa globalnego producenta, który sprzedaje miliony aut rocznie, mają konkretne konsekwencje dla całej branży. Jeśli Nissan naprawdę skrócił swój cykl badań i rozwoju o połowę, oznacza to fundamentalną zmianę w tym, jak japoński gigant będzie funkcjonował w nadchodzących latach. Poniżej tłumaczę, co za tym stoi i dlaczego reszta Europy oraz świata powinna tę informację potraktować poważnie.

Jak chiński przemysł motoryzacyjny zmienił tempo gry

Jeszcze pięć lat temu mówienie o chińskich samochodach jako wzorcu do naśladowania brzmiałoby absurdalnie. Dziś jest to fakt, który przyznają otwarcie prezesi takich firm jak Nissan. Producenci z Chin, tacy jak BYD, Xpeng czy Li Auto, nauczyli się wprowadzać nowe modele na rynek w czasie, który zachodni i japońscy rywale uznawali za niemożliwy. Cykl od projektu do premiery skrócił się u niektórych chińskich marek do 18-24 miesięcy. Tradycyjni producenci potrzebowali na to często czterech do pięciu lat.

Kluczem do tego przyspieszenia jest inne podejście do oprogramowania, testowania i iteracji produktu. Chińskie marki traktują samochód bardziej jak produkt technologiczny niż jak tradycyjne auto. Aktualizacje modelu, zmiany specyfikacji czy nowe wersje wyposażenia wchodzą szybciej, bo cały proces decyzyjny jest krótszy i bardziej scentralizowany. Nissan najwyraźniej wyciągnął z tego lekcję praktyczną, a nie tylko teoretyczną.

Co Nissan konkretnie zmienił w swoim procesie R&D

Prezes Nissana przekazał, że firma skróciła cykl badań i rozwoju o połowę. To radykalna zmiana jak na producenta z tak długą tradycją i rozbudowaną strukturą korporacyjną. W praktyce oznacza to, że nowe modele i aktualizacje istniejących platform będą mogły trafiać na rynek znacznie szybciej niż dotychczas.

Nissan od kilku lat zmaga się z poważnymi problemami finansowymi i strategicznymi. Marka straciła impet na kluczowych rynkach, w tym w Ameryce Północnej i Chinach. Sprzedaż globalna spadała, a plany fuzji z Hondą były szeroko komentowane jako sygnał, że japońska motoryzacja stoi przed fundamentalnym przesileniem. Przyspieszenie cyklu R&D to jeden z elementów odpowiedzi na te wyzwania. Nie jedyny, ale wymierny i możliwy do weryfikacji w ciągu najbliższych dwóch do trzech lat.

Przeczytaj też: Chery wyprodukuje samochody w brytyjskiej fabryce Nissana

Dlaczego japoński model zarządzania przegrywał z chińskim

Japońska motoryzacja zbudowała swoją potęgę na filozofii kaizen, czyli stopniowego, ciągłego doskonalenia. To świetna metoda w stabilnym otoczeniu rynkowym. Problem polega na tym, że rynek motoryzacyjny przestał być stabilny mniej więcej w momencie, gdy Elon Musk pokazał, że samochód elektryczny może być produktem pożądanym masowo. Potem przyszły Chiny z własną odpowiedzią, jeszcze szybszą i tańszą.

Więcej na temat marki Nissan znajdziesz na chinacars.pl.

Japoński model zarządzania, oparty na konsensusie i wielopoziomowym zatwierdzaniu decyzji, działa wolno z definicji. Zmiana specyfikacji modelu, wprowadzenie nowej technologii czy decyzja o nowej platformie wymagała w tradycyjnych strukturach miesięcy analiz i zatwierdzeń. Chińskie startupy motoryzacyjne i nawet starsze marki, które przeszły cyfrową transformację, działają inaczej: szybko testują, szybko decydują i szybko korygują. Nissan przyznaje, że ta różnica kosztowała go pozycję rynkową.

Co ta zmiana Nissana oznacza dla europejskiego rynku motoryzacyjnego

Dla europejskich kierowców i dealerów Nissana ta informacja ma praktyczny wymiar. Szybszy cykl R&D oznacza, że nowe modele i ich odświeżone wersje będą pojawiać się częściej. Dla polskiego rynku, gdzie Nissan jest obecny poprzez sieć dealerów i oferuje modele takie jak Qashqai czy Juke, może to oznaczać szybsze wprowadzanie nowych generacji lub istotnych aktualizacji technicznych.

Nissan Ariya, elektryczny SUV marki, od miesięcy walczy o uwagę klientów w Europie w segmencie, w którym chińskie marki zaczynają zaznaczać swoją obecność. Jeśli japońska marka faktycznie przyspieszy swój proces rozwoju produktu, będzie miała większą szansę nadążyć za rynkiem, który zmienia się coraz gwałtowniej. Na razie jednak to deklaracja, a rynek weryfikuje fakty, nie słowa.

Chińskie tempo jako nowy standard dla całej branży

Fakt, że prezes Nissana publicznie powołuje się na chińskich producentów jako wzorzec tempa, jest sam w sobie znaczący. Jeszcze kilka lat temu taka wypowiedź byłaby w japońskiej kulturze korporacyjnej trudna do wyobrażenia. Dziś staje się koniecznością, bo inwestorzy, analitycy i partnerzy biznesowi widzą liczby: BYD sprzedał w 2024 roku ponad 1,76 mln samochodów elektrycznych, wyprzedzając Teslę w tym segmencie. Xpeng, Li Auto i Huawei ze swoją marką Aito pokazują, że można budować auta z najnowszymi technologiami ADAS (systemy wspomagania kierowcy) i łącznością w czasie, który tradycyjnym producentom zajął dekadę na samo planowanie.

Volkswagen, Stellantis i teraz Nissan coraz głośniej mówią o tym, że muszą zmienić tempo pracy. To nie przypadkowa zbieżność. Cała branża motoryzacyjna stoi przed pytaniem, czy jest w stanie dogonić Chiny w ich własnym tempie, czy też będzie musiała szukać przewagi gdzie indziej: w jakości materiałów, niezawodności długoterminowej albo serwisie posprzedażowym. Nissan stawia na prędkość. Czy to wystarczy, pokaże najbliższa dekada.